Działo to się w czasach, gdy Polską władał książę Mieszko. Jednym z jego wojów był Wojciech, który następnie stał się wojem syna jego Bolesława. W uznaniu zasług Wojciech dostał w posiadanie gród zwany Objezierzem. Ludzie tak wierzyli jeszcze w bogów pogańskich. Gdy Wojciech to zobaczył natychmiast chrześcijaństwo zaprowadzić kazał. Święte gaje wyciął, kapliczkę postawił, a opornych siłą kazał chrzcić w pobliskim jeziorze. Wojciech nawrócił lud Objezierza, ale zabobonów o demonach nie wyrzucił. Ludzie przychodzili do Wojciecha i uskarżali się na Ślepucha, ni to zwierzę, ni to człowieka, co demony na pomoc przyzywał by uprzykrzać życie mieszkańcom Objezierza. Wojciech nie wierzył w pogańskie gusła więc udał się do klasztoru w Kaźmierzu pod Szamotułami. Tam mnisi powiedzieli mu, że jest jeszcze diabeł, którego bronią jest smutek i zamęt. Świadomy działalności mocy nieczystych Wojciech udał się więc do Poznania do księcia Bolesława, który w przyszłości królem Polski miał zostać. Książę wiedział, że z siłami nieczystymi mieczem nie da się walczyć. Poradził więc by Wojciech udał się do Kaźmierza. Wojciech mnichów dobrze znał, gdyż dwóch z nich sam z Italii eskortował. Bracia poradzili, by kapłan poświęcił mokradła, na których Ślepuch ma się ukrywać. Wojciech zrobił to już wcześniej i nic to nie dało. Trzech braci udało więc się z Wojciechem do Objezierza, by demona przegonić. Mieszkańcy bali się, że demon się rozgniewa. Mnisi jednak z bożą mocą się nie bali. Udali się nad jezioro, okadzili, poświęcili i dotarli do miejsca, gdzie miał ukrywać się Ślepuch. Po odprawieniu modlitwy i egzorcyzmów, Ślepuch się zaśmiał i wrócił do piekła grożąc, że wroci i się zemści. Od tego czasu mieszkańcy Objezierza miejsce, gdzie Ślepuch miał się ukrywać nazwali Ślepuchowem.

